Zablokowane wjazdy na posesje, nerwy, las zanieczyszczony fekaliami i papierami. W jednej kolejce stoją tiry, w drugiej ustawiają się samochody osobowe, którym nie udało się wcisnąć pomiędzy ciężarówki. Podczas tych przepychanek często zablokowany jest także drugi pas. Korek przed granicą w Dorohusku sięga na 10 kilometrów. Kto siedzi w samochodzie długie godziny, musi jeść i załatwiać potrzeby fizjologiczne.

Od kilku dni przed przejściem granicznym w Dorohusku jest naprawdę niebezpiecznie. Wszystko przez kolejki aut osobowych i ciężarowych, których kierowcy próbują dojechać na Ukrainę. Przez zmianę przepisów u naszych wschodnich sąsiadów, zmotoryzowani w osobówkach bardzo się spieszą. Do tego stopnia, że stwarzają zagrożenie na drodze, tworząc dodatkową kolejkę i ignorując nie tylko przepisy, ale też głos rozsądku. Sytuacja zaognia się z dnia na dzień.

O kłopotach na granicy poinformowali nas zdesperowani kierowcy czekający w kolejce do odprawy granicznej. Załamani są także ludzie mieszkający przy drodze do granicy.

– Na pasie w stronę granicy i pasie awaryjnym ustawiają się dwie kolejki, a kierowcy osobówek wpychają się w każdą wolną przestrzeń – narzeka jeden z mieszkańców. – Stają na wjazdach do posesji, blokują przejazd przez skrzyżowanie, szukają objazdów, byle tylko wcisnąć się w kolejkę. Tak niebezpiecznie nigdy tutaj nie było. Widoczność jest żadna. A jazda w stronę Chełma to jak gra w rosyjską ruletkę. W każdej chwili z podwójnej kolejki może ktoś wyjechać.

– Sam wyjazd z posesji trwa dobre kilka minut, bo przez chwilę nieuwagi może dojść do tragedii – dodaje inny mieszkaniec Okop. – Mama codziennie jeździ z siostrą do pracy i zawsze jest ten sam problem: albo wyjazd jest zablokowany przez ukraińskiego kierowcę, albo kolejka zasłania widok z obu stron. Bez pomocy drugiej osoby, która patrzy czy coś nie jedzie, trudno bezpiecznie włączyć się do ruchu.

Więcej na: SUPERTYDZIEN.PL