
Wychowanek Domu Dziecka w Dorohusku poszukuje rodzeństwa.
Robert miał trzy lata, gdy wraz ze starszym o rok bratem został zabrany z domu i umieszczony w placówce opiekuńczej. Młodszego rodzeństwa – Artura i Moniki nie pamięta, ale marzy o tym, że kiedyś ich pozna.
– Do domu dziecka trafiliśmy wraz z bratem Mariuszem w 1978 roku. Dlaczego? Bardzo by mnie bolało opowiadanie o tym teraz. Pamiętam tylko…– zaczyna wspominać Robert, ale najwyraźniej nadal nie może opowiadać o swoim dzieciństwie. Pochodzi z Sawina. Ma żal do matki i ojca, ale żadne z nich już nie żyje. O zmarłych źle się nie mówi. Dwa lata temu pojechał na pogrzeb matki. Nie udało mu się wcześniej skłonić matki do zwierzeń. Zacierała za sobą ślady. Nie chciała pamiętać. Nie wyciągnął od niej informacji, jakie były losy Artura i Moniki.
– Wiem, że Monika urodziła się w 1977 roku, a Artur w 1979. Nawet na oczy ich nie widziałem… Od razu, gdy ich zabrano, trafili do ośrodka adopcyjnego do Lublina. Musieli mieć kilka lat, gdy zamieszkali z nowymi rodzinami. Szukałem ich kiedyś. Miałem sygnaturę akt, ale zgubiłem. Teraz ostatnio znów rozpocząłem poszukiwania. Kilka dni temu byłem w V Wydziale Sądu Rodzinnego i Nieletnich w Lublinie. Już miałem w ręku ich teczkę. Zapytano mnie, czy jestem stroną postępowania. Odpowiedziałem, że jestem bratem i teczkę mi zabrano. Muszę pisać do sądu o pozwolenie na wgląd do akt – mówi Robert.
Nie jest pewne, czy sąd przychyli się do jego wniosku. Może się okazać, że Robert nie pozna danych osobowych nowych rodziców brata i siostry.
Źródło: https://www.facebook.com/supertydzienchelmski/







