art_nowytydzien

Gminny Zakład Obsługi z Dorohuska może stracić kontrakt na odbieranie odpadów od mieszkańców. Konkurencyjną i tańszą ofertę w ogłoszonym przez gminę przetargu złożyła firma spod Chełma. Niektórzy pracownicy już się boją zwolnień.

Gminny Zakład Obsługi to spółka, której właścicielem jest gmina Dorohusk. Funkcjonuje od 1999 roku. Kiedyś zajmowała się głównie usługami dla rolnictwa, bo wyrosła na dawnych kółkach rolniczych. Ale od kiedy prezesem spółki jest Dariusz Kamola, firma szuka nowych kierunków rozwoju. Sprzedaje piasek, węgiel i kruszywa, świadczy usługi budowlane i remontowe, odśnieża, obsługuje gminny wodociąg i zajmuje się wywozem odpadów. Ta ostatnia nić działalności w ostatnich latach dosyć mocno się rozwinęła.

GZO odbiera odpady nie tylko od mieszkańców własnej gminy, ale i sąsiednich – Białopola, Leśniowic i Wojsławic. Ale może stracić niektóre kontrakty, w tym ten we własnej gminie. W przetargu ogłoszonym przez gminę Dorohusk na odbiór odpadów wpłynęły dwie oferty. I propozycja GZO jest o prawie 120 tys. zł droższa niż konkurencji – Przedsiębiorstwa Wielobranżowego Magdalena Kicińska ze Strupina Łanowego, która zaoferowała za usługę niewiele ponad 624 tys. zł.

Chociaż dla gminy byłoby lepiej zawrzeć umowę z tańszą firmą, to jednak uderzy to w spółkę, której jest właścicielem. Mimo otwarcia ofert przetarg nie został rozstrzygnięty. Dlaczego?

– Koszty przedstawione przez firmę są dla nas niepokojąco niskie, dlatego poprosiliśmy o dodatkowe wyjaśnienia. Chcemy mieć gwarancję, że firma wywiąże się z umowy – mówi Wojciech Sawa, wójt Dorohuska.

Prezes GZO nie boi się wyniku przetargu. – Na pewno w trzech gminach będziemy odbierać odpady – mówi D. Kamola. – Zostaną nam Białopole i Wojsławice a wygraliśmy także przetarg w gminie Sawin. Odbiór śmieci nie jest podstawą naszej działalności i nie zarabialiśmy na tym kokosów, więc utrata kontraktu w jednej gminie nie będzie dla nas katastrofą.

Więcej na: NOWYTYDZIEN.PL